Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz, historyk, anality
20 obserwujących 127 notek 172568 odsłon
Marek Budzisz, 8 lipca 2017 r.

Rozmowa Putin – Trump. Co się stało w Hamburgu i czy rzeczywiście coś się stało?

2626 47 0 A A A

Obserwatorzy sceny międzynarodowej odnotowują, że po hamburskim spotkaniu prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych mamy do czynienia z zastanawiająco małą liczbą reakcji, komentarzy i analiz. Na te ostatnie jeszcze chyba zbyt wcześnie, jednak brak reakcji międzynarodowej świadczy o tym, że jakkolwiek sam fakt rozmów odnotowano i uznano za ważny, a także z punktu widzenia bezpieczeństwa na świecie, korzystny, to już więcej nie ma, o czym mówić.

Skoncentrowano się, zatem na długości rozmowy. Miast zaplanowanych trzydziestu minut (tak twierdzili Amerykanie), a może sześćdziesięciu (wersja Rosjan) konwersacja trwała ponad dwie godziny. I była tak zajmująca i intensywna, że nawet, Melania Trump, która zajrzała do salki, w której siedział jej mąż nie była w stanie jej przerwać. Jak powiedział na konferencji prasowej Tillerson, po wizycie pierwszej damy Stanów Zjednoczonych, która chciała przypomnieć mężowi, że winni już kończyć, bo spóźnią się na koncert, rozmawiano jeszcze ponad godzinę. Złośliwi twierdzą, że może powodem była powszechnie znana niechęć Trupma zarówno do muzyki klasycznej, jak i zapraszającej gospodyni szczytu G–20. Ale Tillerson, jest zdania, że między obydwoma liderami „jest chemia” i dlatego tak długo rozmawiano. W efekcie Putin spóźnił się kilkadziesiąt minut na spotkanie z japońskim premierem Abe, ale ten, jak informują rosyjskie media, nie miał doń o to pretensji.

Trudno z długości spotkania wywodzić o jego wynikach, zwłaszcza, że w porównaniu z pierwszym spotkaniem prezydentów Obamy i Putina, rozmowa Trumpa była o trzy kwadranse krótsza. Nie wydano też żadnego wspólnego komunikatu, nawet konferencje prasowe ministrów spraw zagranicznych obydwu państw odbyły się oddzielnie.

Aleksandr Baunow komentator moskiewskiego Centrum Carnegie jest zdania, że format, jaki przybrała rozmowa obydwu przywódców był w interesie Putina. Gdyby poprzedzała ją pracowicie przygotowana agenda to trzeba by ją później konfrontować z rezultatami rozmowy i mogłoby się okazać, że są one niewielkie. A tak, długa rozmowa, za zamkniętymi drzwiami, która daje możliwość snucia spekulacji i budowania teorii, jest na rękę Kremlowi choćby z tego powodu, że podkreśla status Rosji, jako państwa, z którym Ameryka też się liczy.

Jeżeli jednak zwrócić uwagę na wymierne osiągnięcia spotkania, to obraz nie jest już tak dla Moskwy różowy. Uzgodniono, po pierwsze utworzenie strefy deeskalacji w trzech syryjskich prowincjach położonych przy granicy z Izraelem i Jordanią. Prace nad uzgodnieniem tego kroku trwały już jakiś czas. Dzisiejsze wydanie izraelskiego dziennika Haaretz ujawnia, że w ubiegły wtorek na ten temat właśnie, przez telefon rozmawiali Putin i premier Netanjahu. Izrael i Jordania w równym stopniu chcą przeciwdziałać penetracji bojówek związanych z Iranem, który dąży, jak się uważa do utworzenia lądowego korytarza przez Syrię, łączącego go z obszarami pozostającymi pod kontrolą libańskich bojówek Hezbollah. W takim kontekście strefy deeskalacji, w której zgrupowane będą siły prozachodniej opozycji syryjskiej są bardziej na rękę Stanom Zjednoczonym niż Rosji. Zwłaszcza, że zgoda Moskwy na zawieszenie broni, które rozpoczęło się dziś, może doprowadzić do utrudnienia relacji Kremla i Teheranu, na co liczy Waszyngton. Warto też zwrócić uwagę na kruchość osiągniętego porozumienia. W trakcie konferencji prasowej rosyjski minister Ławrow powiedział, że ustalono, iż porządku w strefie pilnować będą rosyjskie siły policyjne. Tę informację zdementował z kolei minister Tillerson, twierdząc, że tego rodzaju porozumienia nie ma. Z kolei sam Putin podsumowując hamburski szczyt musiał przyznać, że Amerykanie nadal domagają się ustąpienia Asada, na co nie chce się zgodzić Rosja, zasłaniając się twierdzeniem, iż „zdecydować winni obywatele Syrii.”

Podobnie niejasna jest sprawa stanowiska stron wobec problemu Ukrainy. Poinformowano, że Moskwa i Waszyngton zgodziły się na zbudowanie „specjalnego kanału łączności” między nimi w tej właśnie sprawie. Jednak dzisiaj odbyło się spotkanie Putina z Merkel i Makronem, po którym uczestnicy przyznając, że porozumienie z Mińska „buksuje”, tym nie mniej trzeba nadal rozmawiać w opracowanym tam „formacie”, który przypomnijmy, nie uwzględnia obecności Stanów Zjednoczonych. Moskwa z pewnością nie może też być zadowolona z faktu, iż na specjalnego wysłannika Waszyngtonu do rozmów na temat konfliktu na wschodzie Ukrainy powołano byłego ambasadora Kurta Volkera, pracującego przed nominacją w Instytucie McCaina w charakterze dyrektora wykonawczego. A przypomnijmy, że senator uchodzi w Rosji za arcyjastrzębia i rusofoba nr 1. Zaraz po szczycie Tillerson jedzie do Kijowa i będziemy mieli jasną odpowiedź czy z Putinem rozmawiano w Hamburgu o tym, że należy rozmawiać czy wynegocjowano jakiś kształt porozumienia.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję za zwrócenie uwagi. Moja pomyłka. Poprawiłem
  • Wyjaśniam. W Kijowie byli obydwaj Zarówno António Guterres (ONZ), jak i Jens Stoltenberg (NATO)
  • Szanowny Panie. Opisuję diagnozy sformułowane przez istotną część rosyjskich elit. Jeżeli...

Tagi

Tematy w dziale Polityka