Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz, historyk, anality
20 obserwujących 127 notek 172568 odsłon
Marek Budzisz, 13 maja 2017 r.

Rosja. Tu chyba nie chodzi o politykę, ale po prostu o forsę.

1293 10 0 A A A

W piątek wieczorem w ponad 70 krajach świata (specjaliści z firmy Avast twierdzą, że nawet w 99) przeprowadzone zostały zmasowane ataki hackerskie.  W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Chinach, Włoszech, ale również w Rosji w zainfekowanych komputerach zaszyfrowane zostały wszystkie pliki, zaś na ekranach ukazywał się komunikat, z którego dowiedzieć się było można ile jeszcze czasu zostało do zniszczenia danych, chyba, że wniesiona zostanie, w bitcoinach, opłata za uwolnienie komputera – 300 dolarów. Chyba najgroźniejsze skutki atak ten miał w Wielkiej Brytanii, gdzie w służbie zdrowia zablokowane zostały komputery z danymi pacjentów, również tych znajdujących się w szpitalach. I to właśnie brytyjska prasa, a precyzyjnie The Telegraph, jest zdania, że za atakami stoi międzynarodowa grupa hackerska nazywająca się Shadow Brokers, która po amerykańskim ataku w Syrii poinformowała, że przejęła oprogramowanie stworzone przez Agencję Bezpieczeństwa Narodowego USA (NSA) służące cyber-atakom przeciw komputerom pracującym w środowisku Windows. Dzień po nalocie na syryjską bazę lotniczą grupa umieściła w sieci ostrzeżenie dla prezydenta Trumpa. A kilka miesięcy wcześniej Edward Snowden, w jednym ze swoich tweedów sugerował, że grupa ma związki z Kremlem.

            Rosjanie podśmiewają się z tego rodzaju rewelacji, w których upatrują kolejnego przejawu rozpowszechnionej na Zachodzie rusofobii, twierdząc przy okazji, że zainfekowane zostały również komputery w ich kraju – np. komputery osobiste należące do ponad 2 tys. pracowników MSW. I sugerują, że w całej historii nie chodzi o politykę, ale po prostu o pieniądze.

W samej Rosji wzburzenie, artykułowane w sieciach społecznościowych, wywołało ostatnio podpisanie przez prezydenta Putina rosyjskiego programu rozwoju społeczeństwa informatycznego do 2030 roku. W czym rzecz? Otóż dokument przewiduje, że do 1 października rząd zobowiązany jest opracować regulacje mające na cel przeciwdziałanie atakom hackerskim na rosyjskich użytkowników Internetu, a także zobowiązany jest podjąć działania, mające na celu ochronę i rozwój tradycyjnych środków komunikowania społecznego, ale również portali, sieci i stron umieszczanych w Internecie. Rosjanie wiedzą, że zajęcie się rządu jakąś sprawą nie musi wcale służyć dobrze danej dziedzinie, nawet, jeśli władze argumentują, że chcą zwalczać kryminalistów wykorzystujących sieć dla swoich celów. Tak może być i w tym przypadku, zwłaszcza, że jednym z narzędzi, których rząd chce użyć jest walka z anonimowością w sieci a także przeciwdziałanie „nieodpowiedzialności i bezkarności” jej użytkowników.

Jak to w praktyce może wyglądać jeszcze nie wiadomo, ale spora grupa Rosjan boi się, że działania rządu przypominały będą te, których doświadczył na własnej skórze Rusłan Sokołowski, znany w Rosji, jako łowca Pokemonów. Ten nie onieśmielający otoczenia nadmierną erudycją młodzieniec, zapisał się w pamięci potomnych filmikiem, który umieścił na swoim kanale na You Tubie, w którym poszukuje Pokemonów w jednej z prawosławnych świątyń w jego rodzinnym mieście – uralskim Jekaterynburgu. Właściwie nic nadzwyczajnego, jednak akcja ta wzburzyła władze, które wytoczyły przeciw niemu najcięższe paragrafy, włączając w to oskarżenia o ekstremizm. W efekcie Sokołowski skazany został na 3,5 roku ograniczenia wolności – w tym czasie nie będzie mógł zmieniać swego miejsca zamieszkania, ani też uczestniczyć w żadnych publicznych działaniach. Część liberalnie nastrojonych dziennikarzy rosyjskich krytykuje decyzję sądu, a zwłaszcza, fakt karania za poglądy, z którymi można się nie zgadzać, albo uważać je wręcz za głupie, ale wyrok, to ich zdaniem, zdecydowanie zbyt wiele. Generalnie obawiają się, że wzrost wewnętrznych napięć w Rosji w efekcie demonstracji zwolenników opozycji przyczyni się do wzrostu autorytarnych nastrojów w obozie władzy, co z kolei wymuszać będzie na zwolennikach opozycji uciekanie się do populistycznej frazeologii. W rezultacie dojdzie, jak się obawiają, do starcia autokratycznej władzy z równie autokratyczną opozycją. Dmitrij Trawin, z moskiewskiego Centrum Carnegie, w ten właśnie sposób zatytułował swą analizę sytuacji politycznej w Rosji („Autokratyczna opozycja przeciw autokratycznej władzy”). Otóż jego zdaniem ostatnie demonstracje zorganizowane przez Nawalnego przeciw oskarżanemu o korupcję premierowi Miedwiediewowi do niczego nie doprowadzą, bo doprowadzić nie mogą. Z kilku przynajmniej powodów. Rosyjski system polityczny tak jest skonstruowany, że premierem najczęściej jest postać niepopularna i nielubiana (Fradkow – Zubkow – Miedwiediew). Przede wszystkim z tego względu, że w tym systemie zasadniczym zadaniem premiera nie jest rządzenie. Władza koncentruje się w rękach prezydenta Putina. Premier jest po to, aby na jego tle, osoba nr 1 w państwie mogła błyszczeć i sprawiać wrażenie przysłowiowego samca alfa. Generalnie, zauważa Trawin, cała mainstreamowa elita Rosji składa się z ludzi, delikatnie mówiąc, mało charyzmatycznych. Toczą oni walki nie o idee, jak często błędnie uważają zagraniczni obserwatorzy, ale o zasoby, czyli o pieniądze. W tym sensie błędem jest utożsamianie np. premiera Miedwiediewa z jakimś mitycznym obozem liberalnym. Takiego w Rosji nie ma, podobnie zresztą jak nie ma obozu konserwatywnego, który obserwatorzy często łączą z prezesem Rosnieftu Sieczinem. To, że ten ostatni, wykorzystując osłabienie w ostatnim czasie „grupy Miedwiediewa” patronuje rozmaitym „akcjom nękającym”, głównie w postaci wielomiliardowych pozwów kontrolowanych przez niego firm przeciw firmom kontrolowanym przez przyjaciół premiera, jeszcze nic nie znaczy. To władza i rozmaite w jej środowisku grupy dość swobodnie stroją się w wygodne w danym momencie kostiumy polityczne i ideowe. A rzeczywiście znacząca jest sytuacja gospodarki i zasoby, jakimi dysponuje lub nie, władza. Gdyby w 2014 roku, argumentuje Trawin, ropa naftowa kosztowała powyżej 100 dolarów za baryłkę to nie byłoby żadnej aneksji Krymu. Rząd sypnąłby pieniędzmi i nie byłoby potrzeby urządzania igrzysk.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję za zwrócenie uwagi. Moja pomyłka. Poprawiłem
  • Wyjaśniam. W Kijowie byli obydwaj Zarówno António Guterres (ONZ), jak i Jens Stoltenberg (NATO)
  • Szanowny Panie. Opisuję diagnozy sformułowane przez istotną część rosyjskich elit. Jeżeli...

Tagi

Tematy w dziale Polityka