Blog
Wieści z Rosji
Marek Budzisz
Marek Budzisz dziennikarz, historyk, anality
20 obserwujących 127 notek 172568 odsłon
Marek Budzisz, 13 kwietnia 2017 r.

Kurczenie się rosyjskiego świata.

2341 20 0 A A A

Dzień przed wizytą Rexa Tillersona w Moskwie Amerykanie odtajnili i opublikowali raport wywiadu w sprawie niedawnego ataku chemicznego w Syrii. Już na wstępie stawia on kropkę nad i „amerykańskie władze – czytamy –    pewne, że syryjski reżim przeprowadził atak chemiczny przy użyciu gazu paraliżującego przeciw swym własnym obywatelom”. Dalej znajdujemy opis nalotu oraz obrażeń, jakie miały ofiary tej akcji. Przy czym autorzy raportu powołują się na świadectwa i relacje lekarzy z różnych organizacji, politycznie nieraz bardzo odległych od amerykańskiej administracji – takich jak np. Lekarze bez granic oraz Amnesty International. Obalają też rosyjską wersję wydarzeń, jakoby miał miejsce wybuch (w efekcie nalotu syryjskich sił rządowych) w nielegalnym składzie broni chemicznej rebeliantów. Powołują się przy tym na odnotowaną przez rosyjską prasę wypowiedź jednego z dowódców armii Asada, w której powiedział on, iż tego dnia lotnictwo rządowe nie przeprowadzało w tym rejonie nalotów. Amerykanie dostali też nagranie wideo z miejsca ataku, na którym widać jak pocisk uderza, ale nie w jakiś budynek mogący być nielegalnym magazynem, ale w środek ulicy. Nieprawdziwy jest też czas uderzenia podawany przez Moskwę, która twierdzi, że miało ono miejsce między 11.30 a 12.30, podczas gdy pierwsze informacje o ataku chemicznym pojawiły się w mediach społecznościowych około 7.00. Jednym słowem wersja Moskwy została obalona.

Generalnie w rosyjską machiną propagandową nie jest najlepiej. Czy pamiętacie Państwo, jak jeszcze dwa dni temu Rosjanie utrzymywali, iż z 59 wystrzelonych Tomahawków do celu doleciało jedynie 23? Ta wersja też już nie obowiązuje. Rzecznik rosyjskiego ministerstwa obrony generał Konaszenkow oświadczył wczoraj, że z „profesjonalnego” punktu widzenia amerykański atak był fuszerką, akcją dla telewidzów, nie działaniem fachowców. Po prostu zrzucono „chmurę” rakiet na lotnisko. Rozbawiony dziennikarz Niezawisimej Gaziety zaproponował dostarczenie do Ministerstwa Obrony kalkulatora, po to, aby siedzący tam „fachowcy” mogli wreszcie policzyć czy czasem nie 59 amerykańskich rakiet uderzyło tam gdzie miało.

Generalnie przed spotkaniem Tillersona i Ławrowa wszystko przebiegało zgodnie z planem. Atmosfera była mroźna, by nie rzec lodowata. Trump w wywiadzie prasowym nazwał Asada „bestią”, choć użyte wyrażenie można przetłumaczyć też, jako „bydlak”. Putin zaś powiedział, że Amerykanie przeprowadzili akcję w Syrii bez głębszej analizy i znów, jak się wyraził „staną na grabiach”. Ławrow przed samym rozpoczęciem rozmów skarcił niesfornych (zachodnich) dziennikarzy, którzy zobaczywszy polityków zaczęli przekrzykiwać się chcąc zadać pytanie. „Kto was wychowywał”, „Cisza” miał krzyknąć. Wcześniej jeszcze całość relacji zachodnich mediów określił mianem „prymityw i chamstwo”. Wiadomo, konserwatysta.

Ale potem już wszystko potoczyło się inaczej niż przewidywano. Najpierw długie, prawie 5 godzinne spotkanie dwóch szefów dyplomacji, a potem, też nie krótkie, bo 2 godzinne spotkanie Tillersona i Putina. Tego ostatniego miało przecież nie być. Moskwa miała pokazać Amerykanom marsową twarz. A potem jeszcze większe zaskoczenie – w trakcie konferencji prasowej po rozmowach Ławrow wyraził gotowość podjęcia rozmów, które miałyby w rezultacie doprowadzić do wznowienia konwencji o bezpieczeństwie lotów w Syrii. A zatem rosyjskie sankcje przeciw Stanom Zjednoczonym przetrwały całych 5 dni.

Amerykanie też nieco złagodzili ton. Trump w wywiadzie dla Wall Street Journal powiedział, że odejście Asada nie jest warunkiem rozpoczęcia syryjskiego procesu pokojowego. Ale, jak się wyraził trudno wyobrazić sobie pokój w Syrii z Asadem, czyli tak czy owak będzie musiał zrezygnować, ale nie będzie to warunek wstępny. Czyli Rosjanie nadal będą mogli głośno mówić o poparciu dla reżimu, Asada i szerzej Alawitów. Trzeba też odnotować, iż Rosjanie również nieco złagodzili stanowisko. Ławrow powiedział na konferencji prasowej, że jego kraj „nie stawia na jakieś rozwiązania personalne”, ale ich zdaniem obalenie Asada może dziś spowodować wzmocnienie jak to określił „terrorystów” i przegraną wojnę z nimi. Temu rozumowaniu nie sposób odmówić racji, zwłaszcza, że reżim obecnego prezydenta Syrii jest w istocie konglomeratem różnych grup i sił, jednoczonych przez klan Asadów. Zmiana w tym miejscu, będąca przecież oczywistym sygnałem utraty zagranicznego poparcia może doprowadzić do dezintegracji całego dzisiejszego obozu władzy. Amerykanie, po doświadczeniach Iraku, najprawdopodobniej też nie mają ochoty na taki scenariusz. Jednym słowem rozmawiający najprawdopodobniej porozumieli się, co do jednego – pilnujemy Asada i szukamy jego następcy. Amerykanie będą szukać, a Rosjanie liczyć, że ci pierwsi nie znajdą.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem byłym dziennikarzem (TVP - Puls Dnia, Życie, Radio Plus) i analitykiem. Obecnie w biznesie. Z wykształcenia jestem historykiem. Obserwuję Rosję, bo tam wiele się dzieje, a Polacy niewiele o tym wiedzą. https://www.facebook.com/Wie%C5%9Bci-z-Rosji-1645189955785088/

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję za zwrócenie uwagi. Moja pomyłka. Poprawiłem
  • Wyjaśniam. W Kijowie byli obydwaj Zarówno António Guterres (ONZ), jak i Jens Stoltenberg (NATO)
  • Szanowny Panie. Opisuję diagnozy sformułowane przez istotną część rosyjskich elit. Jeżeli...

Tagi

Tematy w dziale Polityka